Zjedliśmy Gdańsk! Sprawdźcie, co wydarzyło się na gastro szlaku! vol.2

Nawet w najprzyjemniejszej pracy zdarzają się momenty, w których trzeba po prostu przysiąść twardo na stołku, zaopatrzyć się w kawę i zaszyć przed komputerem na tak długo, jak będzie wymagało tego zadanie. Niestety taki moment dopadł nas właśnie w Gdańsku. Trzy rozpalone do czerwoności komputery i kipiące od pomysłów głowy. W takich momentach człowiek dziękuje bogom wszelkim za dobre hotelowe restauracje – można wyjść na chwilę z pokoju, żeby odetchnąć, a jednocześnie nie oddalać się od niego na tyle, żeby zapomnieć o czekających obowiązkach.

Tuńczyk w restauracji Grand Cru

Stek z tuńczyka w czarnym sezamie

Dorsz

Dorsz z przegrzebkami, krewetkami i makaronem sepia

Trzy piętra w dół i już, stoimy w progu restauracji Grand Cru, jesteśmy uratowane! Karta na szczęście jest krótka, konkretna i pełna kuszących składników – któremu mięsożercy serce nie zadrży na myśl o polędwicy wołowej lub rib eye steku? Który wielbiciel ryb obojętnie przejdzie obok pięknego tuńczyka? Cieszy również ogromnie sezonowa zakładka, w której króluje wybór kaszubskich i bałtyckich ryb – codziennie dostępne inne opcje, co oznacza, że zawsze jemy to, co najświeższego udało się zdobyć dostawcom. Tej opcji przegapić nie wolno, wszak jesteśmy nad morzem! Kuchnia hotelowa rządzi się swoimi zasadami, jak przystało na czterogwiazdkowy hotel, jest elegancka i oparta o jakościowe produkty, a równocześnie pozwala nasycić nie tylko zmysły estetyczne, ale i zaspokoić doskwierający głód. Wielkość porcji pozwala długo cieszyć się smakiem. Jak i uzyskaną chwilą wolności od pracy.

Polędwica wołowa

Polędwica wołowa z borowikami i ziemniakami

Strapiony spadkiem cukru człowiek doceni również zalety room service, z którego skwapliwie skorzystałyśmy, by desery skonsumować już w zaciszu swojego pokoju – tymczasowego biura. Oj, trzeba zaplanować wkrótce powtórną ucieczkę do Gdańska, zwłaszcza, że szef kuchni zapowiada zmiany w karcie!

Desery na poprawę efektywności!

Desery na poprawę efektywności!

Dokładka

I jeszcze troszeczkę

Na szczęście dania z hotelowej restauracji wzmocniły nas na tyle, że błyskawicznie zdołałyśmy pozamiatać okruszki pozostałych obowiązków, więc już bez wyrzutów sumienia mogłyśmy ruszyć na miasto. Kierunek Wrzeszcz. Droga do SKMki usiana jest jednak pokusami, takimi jak np. urocza lodziarnia Paulo. Kręcą tam lody w tak niespotykanych smakach, że chce się płakać nad każdym niewybranym: olej z pestek dyni, biała czekolada z tonką, ananas z groszkiem, banan ze szpinakiem, biały sezam… Pocieszę jednak tradycjonalistów, zawsze znajdzie się kilka opcji bliższych lodowej klasyce.

Olej z pestek dyni i biała czekolada z tonką

Olej z pestek dyni i biała czekolada z tonką

Świetlicowa atmosfera kawiarni Kurhaus

Świetlicowa atmosfera kawiarni Kurhaus

Bar jak zabytkowa terakota cioci <3

Bar jak zabytkowa boazeria cioci <3

Dla wysokociśnieniowców znajdzie się zimna herbatka

Dla wysokociśnieniowców znajdzie się zimna herbatka

Po wszystkich tych dobrociach należało zatankować pusty zbiornik kawowo-herbaciany, pospieszyłyśmy więc w kierunku spokojnych uliczek gdańskiego Wrzeszcza, usianych gęsto ciekawymi knajpkami i kawiarniami. Nie było innej rady, w wyborze jednej jedynej musiała pomóc nam wyliczanka. Bęc, padło na Kurhaus. Ta retro świetlica dla nieco starszych, lubujących się w kofeinie dzieci, urzeka luzem i oczywiście czułym traktowaniem kawowych ziaren. Widać, że wszyscy czują się tu jak u kochanej cioci i leniwie spływają po kanapach w pełni zrelaksowanych pozach. Po długim i tak intensywnym wypoczywaniu, byłyśmy już gotowe na punkt kulminacyjny naszej wyprawy, czyli wizytę w Metamorfozie.

Brazylijska szefowa kuchni Roberta Sudbrack mawia, że „Mise en place nie zaczyna się w kuchni. Zaczyna się na farmach i w naturze.” Myśl ta obecna jest wyraźnie w Metamorfozie i wystarcza tylko jeden wieczór, aby odcisnęła się także w naszych umysłach i na podniebieniach. Za jakkolwiek wyświechtane uważalibyście słowo „bezkompromisowa”, oddaje ono doskonale wizję kuchni roztaczaną przez szefa kuchni Adriana Klonowskiego i jego ekipę. Nie ulegają bowiem łatwym pokusom dobierania wyrafinowanych składników na zagranicznych targach, własnoręcznie wynajdują produktowe perły na własnym, pomorskim i kaszubskim podwórku. Dzięki tak odpowiedzialnym i świadomym działaniom Metamorfoza umacnia lokalne gospodarstwa rolne, hodowlane, a także serowarów, pszczelarzy i ich tradycyjną działalność. Pokazuje, że restauracja, kucharze mogą wyjść poza próg własnej kuchni i kształtować pozytywnie przestrzeń wokół siebie.

Stół gotowy na rozpoczęcie uczty. W pięknych serwetkach kryje się wypiekane na miejscu pieczywo

Stół gotowy na rozpoczęcie uczty. W pięknych serwetkach kryje się wypiekane na miejscu pieczywo

Amuse Bouche:

Amuse Bouche: turbot, cukrowy groszek, oliwa koperkowa

Amuse Bouche

Amuse Bouche: suszona ligawa, mirabelka, czosnek niedźwiedzi, szczawik zajęczy

Oprócz tego pięknego etosu porwały nas oczywiście i same dania. W końcu wspaniały produkt, sparowany z wielkimi umiejętnościami szefa kuchni i jego zespołu, musi dać doskonały efekt. Mimo że przypraw innych niż sól z Ciechocinka się tu nie używa, intensywność smaku wręcz rozlewa się po całej powierzchni ślinianek. Rozbroiła nas absolutnie rozpływająca się w ustach słonina z truskawkami, ach, komu potrzebny jest kawior! Zachwyciły lokalne ryby – belona, sandacz, turbot, a także soczyste przepiórki, które ze smakiem zjeść można rękami, bo Metamorfoza, mimo swej elegancji, nie wpycha gości w sztywny gorset etykiety. Urzekają także pozycje deserowe, wytrawne, ciężkie od przenikających się smaków: słonych ze słodkimi, warzywnych z owocowymi.
Zaklinamy was jednak – skomponujcie swoją ucztę z przynajmniej pięciu dań dostępnego tu wyłącznie menu degustacyjnego, po trzech pękną Wam serca, że ta piękna podróż po lokalnych smakach tak szybko dobiegła końca! Nie chodzi bynajmniej o głód ciała, ale o łaknienie doznań.

Słonina, truskawka,

Truskawka, słonina, krakers

Sandacz, seler korzeń, seler nać

Sandacz, seler korzeń, seler nać

Belona, czarny czosnek, rokieta siewna

Belona, czarny czosnek, rokieta siewna

Tatar, botwina, chrzan

Tatar, botwina, chrzan

Boczek

Boczek, kapusta, papierówka

Przepiórka, czereśnie, fasolka szparagowa

Przepiórka, czereśnie, fasolka szparagowa

Pomidor malinowy, malina, ser zwarowy

Pomidor malinowy, malina, ser zwarowy

Kalafior, czerwona porzeczka, tymianek

Kalafior, czerwona porzeczka, tymianek

Metamorfoza to świetne studium przypadku oraz sen o przyszłości, który miejmy nadzieję przerodzi się kiedyś w jawę. Jest to przecież możliwe, w końcu mamy w Polsce świetne produkty, czekające tylko, aby je odkryć, zerwać, użyć.

Tym optymistycznym akcentem kończymy nadawanie z Gdańska. Wypatrujcie ostatniej części naszych wędrówek po Trójmieście, czyli punkowego spaceru po Gdyni!

Smutna lista* z Gdańska:
Szafarnia 10
Pobite Gary
Mercato
Fukafe
Avocado vegan bistro
Kromka
Mandu
Retro
Knodel
Drukarnia

*Smutna lista to wszystkie miejsca, które bardzo pragniemy odwiedzić, ale tym razem nie zdołałyśmy do nich dotrzeć. ;(

 

W tym artykule: