Restauracja Pod Różą – czysta przyjemność

10-daniowa kolacja degustacyjna coraz rzadziej kojarzy się nam z czymś dobrym. Kilka-kilkanaście elementów na 12 talerzach (przecież jeszcze przekąski!) daje spore pole do zaliczenia błędów. Ciężkie, nieprzyjemne, niesmaczne i niespójne – takie potrafią być. Dlatego cieszy szalenie, kiedy młody Szef składa kolację tak pyszną i tak przemyślaną, jak ta, o której dzisiaj dla Was piszemy.

Karta win Pod Różą została nagrodzona przez prestiżowy magazyn Wine Spectator

Pod Różą, to główna restauracja najstarszego krakowskiego hotelu o tej samej nazwie. Dawniej sąsiadowała z włoskim Amarone (wejście od ul. Tomasza), które zostało z nią połączone. Razem z Copernicusem, Trzema Rybkami oraz L’concept 13 wchodzi w skład krakowskich restauracji rodziny Likusów, co utożsamia się z przynależnością do grupy najlepszych eleganckich lokali w mieście.

Szefem Pod Różą jest Miłosz Grabowski, który mimo młodego wieku, miał szansę pracować w najlepszych londyńskich restauracjach. Czy nazwisko Gordon Ramsay coś Wam mówi? W daniach, które serwuje, jego CV widać jak na dłoni. Łatwo zauważyć, że nie brakuje mu obeznania z klasycznymi technikami (co w środowisku naturszczyków nie jest takie oczywiste). Zwróćcie uwagę chociażby na sosy, których używa w swojej kuchni – mistrzostwo!

Nie tak dawno było nam dane po raz kolejny posmakować jego kunsztownej kuchni i po raz wtóry nie zawiedliśmy się.

PRO TIP: Restauracja Pod Różą zawsze bierze udział w Fine Dining Week – jeśli chcecie zobaczyć na co ich stać nie uszczuplając znacząco portfela, koniecznie wybierzcie się przy najbliższej okazji. Innym sposobem na zapoznanie się z tym miejscem, jest wyskoczenie na jeden z niewielu w Krakowie, fine-diningowy lunch, w którym 3 wybrane dania zjecie za 69zł.

Amuse-bouche

Kiedy napełniono nam pierwszy kieliszek wina, na stół wjechało pieczywo oraz mała przekąska – prezent od Szefa. Porcelanowa filiżanka skrywała w sobie ziołowe kluseczki oraz obłędny mięsny bulion wykończony tłuszczem wytopionym z foie gras. Smak tego maleństwa był wysublimowany i złożony, zarazem fantastycznie rozgrzewał i przygotowywał na to, co miało nadejść. Zgodnie z etykietą obowiązującą przy kolacjach degustacyjnych, otrzymaliśmy też piękne pieczywo (nie dajcie sobie nigdy wmówić, że pieczywo w eleganckich kolacjach nie jest potrzebne, bo już i takie kwiatki dane nam było usłyszeć).

Wybór pieczonego na miejscu pieczywa

Bulion z foie gras

cukiereczek

Pierwsza przystawka – zimna

Jako pierwszy, został zaserwowany tatar w bardzo współczesnej wersji. Wiecie jak to jest z tatarem? Najłatwiej podzielić je na trzy grupy – retro (mięso i osobno podane dodatki na jednym talerzu), klasyczny (delikatnie przyprawiony w klasyczny sposób, o naturalnym smaku mięsa, zmieszany przed podaniem, oraz nowoczesny – czyli pełen dodatków, o mocnym smaku, zgodny z wizją szefa kuchni. Tatar w Pod Różą reprezentował właśnie ten ostatni styl – mocno truflowy, ze sporą ilością grzybów i majonezu. Przyjemny dla podniebienia i dla oka!

Przystawki ciepłe

Kolejne danie (zdjęcie po lewej) wizualnie nie oddawało tego, jak smakowało. Smaki przypomniały nam domowe obiady w wydaniu, o którym mało kto w dobrych restauracjach pamięta. Jajko, konfitowana cebula, krem z ziemniaków, kwaśna śmietana i oliwa koperkowa – ta kompozycja to strzał w dziesiątkę, w dodatki hołdująca trendowi związanemu z sentymentalizmem. Kolejna przystawka była za to klasyczna do bólu, złożona z pierwszorzędnego foie gras z Landes (Pod Różą jest jedyną polską restauracją, w której można ją zjeść) w dwóch odsłonach: musu oraz eskalopa.

dzieciństwo na talerzu – jajko kury zielononóżki z ziemniakiem i kwaśną śmietaną

foie gras z Landes – smażone oraz balotyna

Dania główne

Pierwsze (wegetariańskie) danie główne, to hołd dla kuchni Gordona Ramsaya oraz włoskiej restauracji Amarone, która niegdyś mieściła się w hotelu. Mocno truflowe linguine można wciągać pasjami. Argentyńskie krewetki w bisque jedliśmy już nie pierwszy raz i nie dziwi, że ciągle utrzymują się w karcie – ich naturalna słodycz jest uzależniająca.

linguini

krewetki argentyńskie

Dania główne mięsne

Mrugnięciem okiem w stronę gości, był podany jako przekąska-niespodzianka schabowy. Kolację jedliśmy w niedzielę – rosół podany jako amuse-bouche ukonstytuował pojawienie się schabowego pod koniec kolacji. Mięso było wyśmienite, chociaż gwiazdą tego talerza był sos (wspominałam już o sosach)! Daniem z menu był za to peklowany boczek z marynowaną rzepą. On również został podany na pierwszorzędnym sosie, który dobrze równoważył kolagenową konsystencje tłustego wieprzowego brzucha.

fine-diningowy schabowy, czy pyszny?

boczuś – mistrz

Desery

O ile ciasto marchewkowe było po prostu smaczne (przysięgam, że nie wymagaliśmy nic więcej po 11 daniach) o tyle deser z pierwszego zdjęcia wgniatał w fotel. Orzeźwiające cytrynowe lody były idealnym tłem dla mocnych smaków, które pojawiły się dookoła nich – jałowca, miodu z sodą i kopru włoskiego. Finezja i słodkość w wydaniu idealnym dla dorosłych.

boskie

ciasto marchewkowe

Na koniec

Jestem pewna, że manager oraz ekipa restauracji nie chcieli zabić ani nas, ani swoich gości ilością jedzenia, dlatego wydaje nam się, że decyzja o podaniu bardzo ascetycznych petits-fours była przemyślana. Kolację zakończył wybór suszonych i wędzonych śliwek w deserowej czekoladzie, parowany z świetnie zbudowanym brandy Villa Zarri. Jeśli już jesteśmy przy alkoholach – pairing, który towarzyszył kolacji był świetnie dopasowany, obfity w porządne i/lub ciekawe butelki. Smaki potraw i win podczas tego wieczoru można spokojnie porównać do pięknej, dobrze nastrojonej orkiestry. Nasze nastroje też były dobre!

kolacja degustacyjna fantastycznie paruje się z winem!

patits fours

Serdecznie dziękujemy za zaproszenie Restauracji Pod Różą – miał być feedback dotyczący nowego menu, byliśmy tak zachwyceni, że wyszedł z tego tekst!