O co chodzi w kawie? Część III: W pogoni za kawą idealną

Szczerze mówiąc, to nie wydaje mi się, że trzeba być Stephenem Hawkingiem, żeby parzyć smaczne kawy. Potrzebne jest kilka rzeczy: porządna kawa, porządny sprzęt, porządny barista i porządny klient. Niby nic trudnego – inwestorzy mają dolar, najlepsze sprzęty są łatwo dostępne, polskie palarnie dostarczają genialne kawy, bariści po kursach, a i klient już coraz bardziej obeznany w kawowych tematach.

Niestety bardzo rzadko się zdarza, żeby te wymienione wyżej czynniki razem się spotkały. Bo albo najlepsze sprzęty parzą najgorszą kawę w najgorszy sposób, ambitni bariści pracują na złomach (licząc na to, że jak nauczysz się prowadzić Trabanta to z Mercedesem nie będzie problemu), piękne kawy są marnowane przez niekompetentny personel lub właścicieli lokali lub najgorsze smaki są tak dobrze wypromowane, że klienci nie zdają sobie sprawy, że sprawiają swoim kubkom smakowym poważną przykrość.
Szajse, wydaje się, że już pozamiatane, ale… Jest takie magiczne wydarzenie w życiu, którego szczęśliwi mają szansę doświadczyć – to jest moment kiedy pijesz kawę i wiesz, że coś się zmieniło. To ten moment, kiedy pijesz espresso i wiesz, że nie ma potrzeby splunąć i następnie popić, ba, na dodatek prosisz o następne nie bacząc na rekomendowaną przez ekspertów dzienną dawkę spożycia kofeiny. To moment picia czarnej kawy, kiedy nie chcesz żeby się kończyła, to cappuccino które jest tak słodkie i kremowe, że chapnęłaś je trzema łykami. To jest właśnie kawowy jackpot – wszystko się pięknie połączyło. Do tego nie są potrzebne żadne kursy i dyplomy z picia kawy. Po prostu wiesz.

W poszukiwaniu kawy idealnej.

Ale wiadomo też, że nie ma róży bez kolców. Po takim satori pojawia się poważny problem – nagle większość kaw przestaje smakować. Najgorsze, że to kawowe oświecenie, nie wiadomo dlaczego zdarza się nie w twoim mieście, tylko w Oslo, Gliwicach albo jakimś innym Kędzierzynie – a to kawał drogi od Wrocławia. A sprawa jest fundamentalna, bo kawa to już coś więcej niż uzależnienie od kofeiny, ale już uzależnienie od pyszności. Panika łączy się w tym momencie z desperacją. Zaczyna się szukanie: najpierw w sklepach – porażka; w kawiarniach – porażka, we Włoszech – porażka, rankingi kawiarni – porażka, nic tylko porażka.
Co robić? Bądź cierpliwy niczym Dalai Lama – ktoś w końcu wskaże drogę. Albo wyślij mi po prostu maila.