Kuchnia Konfliktu: uchodźcy od kuchni

Ostatnio media obiegła budująca wieść o grupie społeczników, której celem jest zwabienie ludzi do przekraczania międzykulturowych mostów… kulinariami właśnie. Taktyka wydaje się słuszna zważywszy, że nawet stare porzekadło mówi o magicznym połączeniu żołądka z sercem. Ponadto moment na zwrócenie uwagi na sprawy społeczne z perspektywy kuchni jest idealny- zainteresowanie tematami około kulinarnymi nie było jeszcze nigdy tak ogromne.

Kuchnia Konfliktu, bo tak nazwany został projekt, zainicjowana została przez Paulinę Milewską, absolwentkę prawa, współtwórczynię Refugees Welcome Polska, Jarmiłę Rybicką, socjolożkę i społeczną aktywistkę zaangażowaną w działania na rzecz młodzieży romskiej oraz Maćka Kuziemskiego, przedsiębiorcy społecznego, współtwórcę Res Publica i Koalicji na rzecz Polskich Innowacji. Mobilna restauracja ma się otworzyć w okresie letnim przy warszawskim Placu Zabaw. I teraz najważniejsze, kucharzami będą tu uchodźcy z ziem ogarniętych konfliktami zbrojnymi. Pierwszy ogień pod garnkami zapalą przybysze z Syrii, Ukrainy oraz Konga. Prezentacja tradycyjnych dań własnych kuchni narodowych ma być dla nich nie tylko szansą na godziwy zarobek, zawiązanie znajomości oraz miękki start w tej nowej dla większości z nich rzeczywistości, ale i okazją do zintegrowania się i poznania polskiej kultury. Dla nas jest to z kolei szansa na oswojenie tzw. „obcego”, związanych z nim lęków i rozbicie stereotypów w drobny mak. Najlepiej przy talerzu parującej, etnicznej strawy.

W końcu nawet zatwardziali narodowcy, o agresywnych wobec uchodźców przekonaniach, nie na co dzień zajadają się schabowym i pierogami, chętnie sięgają po potrawy, które polska scena kulinarna zawdzięcza swoim azjatyckim przybyszom, a które wrosły grubymi korzeniami w nasz miejski krajobraz. Nawet nie wiadomo, kiedy naszą narodową potrawą stał się kebab czy kurczak w pięciu smakach z jednej z miliona rozsianych po mieście wietnamskich knajpek.

Zresztą i sama kuchnia polska jest tak naprawdę wypadkową wielu kontaktów z otaczającymi nas sąsiadami oraz przypływów fal społeczności z innych części świata. Bez znaczenia nie były także prężnie rozwinięte kontakty handlowe, za sprawą których orientalne przyprawy leżały niemal w zasięgu ręki ówczesnych ludzi. Stąd polska barokowa kuchnia niemal tonęła w ciężkich, przyprawionych z orientalnym sznytem sosach i mięsiwach. Dużo czasu zajęło kucharzom z dworu Stanisława Augusta Poniatowskiego do przekonania szlachty i arystokracji do zdrowszych i lżejszych dań, będących mariażem tradycji polskich i… francuskich oczywiście.

Przykłady rozwoju kuchni lokalnej dzięki imigrantom można zresztą mnożyć na pęczki i kopy. Wraz z pojawieniem się w Wielkiej Brytanii Polaków, w sklepach zakwitły ogórkowe słoje, kiełbasy i butelki soku Kubuś. W sklepach prowadzonych często przez Pakistańczyków, należy dodać. Scenę restauracyjną rozwinęli także ogromnie przybysze z Indii, przybytków z pysznym, indyjskim jedzeniem jest procentowo w Anglii chyba tyle, ile u nas kebabowych barów. W Niemczech na street food wpłynęli znacząco Turcy, którzy do lokalnego obiegu wprowadzili genialnie zaopatrzone tureckie bazary i kanapki z rybą. Natomiast w Teksasie, gdyby nie migracje ludności z Meksyku, nigdy nie narodziłby się uwielbiany i u nas tex-mex. W Nowym Jorku, Tokio czy Londynie nieustającą popularnością cieszą się tętniące życiem i niemal duszne od autentycznych zapachów Chinatown.

Logo https://www.facebook.com/kuchniakonfliktu/

Logo https://www.facebook.com/kuchniakonfliktu/

Kuchnia Konfliktu to zresztą nie pierwsza tego rodzaju inicjatywa na świecie. W czasie wojny w Iraku głośno było np. o Michaelau Rakowitzu, który ze względu na irackie korzenie, ruszył ze swoją Enemy Kitchen, Kuchnią Wroga, po USA, by przybliżyć nieco kulturę przodków krajanom. W Pittsburghu działa Conflict Kitchen, a w Zagrzebiu Smak Domu, obie o takich samych założeniach jak mobilna restauracja, która pojawi się w Warszawie.

Przyjezdni do nowego kraju kuchnię swą pielęgnują jako korzeń przypominający im o własnym pochodzeniu, jest ona swoistym łączem z narodową tożsamością, pamięcią. Na nasze szczęście zawsze w końcu wymyka się z cienia garnków domowego zacisza i rusza dzielić się swym dobrem z nową ojczyzną. Wracając więc do zagadnienia, które nas tu przywiodło, Kuchnia Konfliktu to niezwykle ważki projekt, który przede wszystkim poprzez kuchnię, ale i kontakt z drugim człowiekiem, oraz spotkania i różne warsztaty, wygłasza swój apel o tolerancję i międzykulturową integrację w sposób najmilszy z możliwych, przez żołądek do serca.

 

Jeśli popieracie tego typu społeczne inicjatywy, zachęcamy do bliższego zapoznania się z Kuchnią Konfliktu i wsparcia jej finansowo w ramach akcji crowdfundingowej:
http://odpalprojekt.pl/projekty/pokaz/865,kuchnia-konfliktu.
Dla darczyńców przewidziane są wspaniałe atrakcje: warsztaty kulinarne, uroczystą kolację ugotowaną przez cały zespół KK, kawowy talon w Placu Zabaw, obiad, pocztówkę. Aby wesprzeć projekt, można również przekazać na aukcję swoje prace, cenne przedmioty, itp.