Koniec z ramenem? Miasto wprowadza koncesje na prowadzenie restauracji azjatyckich

Blady strach padł na właścicieli setek lokali z kuchnią azjatycką w Krakowie. W związku z tytułem ESKG, miasto chce ograniczyć ilość miejsc, w których można bezpardonowo sprzedawać dania o orientalnych korzeniach. Narodowe dziedzictwo kulinarne ma być chronione przez szereg zaleceń, po zastosowaniu których będzie można zdobyć stosowną koncesję – najważniejsze informacje zawarliśmy w artykule!

Po sprzedawcach alkoholu, kierowcach z Kazimierza i bogu ducha winnych użytkownikach MPK, przyszła kolej na kolejną grupę niezadowoloną z pomysłów UMK. Tym razem miasto nadepnęło na odcisk właścicielom modnych lokali z kuchnią azjatycką.

– Ilość nowych miejsc, serwujących sushi i rameny jest nie do policzenia. Dlaczego ci wszyscy ludzie chcą wspierać gospodarki dalekich państw wschodniej Azji? Boimy się, że stoi za tym międzynarodowe lobby powiązane z przetwórcami katsobushi. A przecież wystarczy przejść się na Mały Rynek, aby zobaczyć ile do zaoferowania ma Kraków – obwarzanki, pierogi! W kuluarach od dawna mówiło się, że trzeba coś z tym zrobić. Zaszczytny tytuł ESKG w końcu dał nam narzędzia, do wprowadzenia realnej zmiany –  zdradziła nam pani Janina Pierożek, związana z administracją.

Specjalnie dla naszych czytelników, zdobyliśmy wszystkie możliwe informacje na temat planowanych zmian.

Zezwolenia (podobnie jak w przypadku alkoholu) będą dzieliły się na trzy grupy R, S oraz F. F (od fusion) będzie najtańsza i najłatwiejsza do zdobycia – oznacza, że restauracja może gotować autorską kuchnię fusion, bazującą na polskim stylu i składniku, jednak pod egzotycznymi nazwami. Droższe i trudniej dostępne będą kategorie R (ramen + street food) oraz S (sushi), to własnie dla nich przygotowano spis zaleceń. Z obowiązku koncesyjnego będą zwolnione restauracje typu viet-pol – popularne i jakże już „nasze” chińczyki.

Zalecenia dla restauratorów

Na liście zaleceń od specjalnie powołanego biura do spraw ratowania kuchni narodowej, głównym postulatem jest wprowadzenie do menu dania na obwarzanku – w końcu każdy Krakus wie, że to najważniejsze lokalne dobro. Specjaliści zasugerowali, żeby użyć ich do wietnamsko-polskich kanapek bahnwarzan-mi, które z resztą z powodzeniem można serwować z pasztetową i kapustą kiszoną zamiast francuskiego pate i pikli. Tak samo koreańskie bulgogi, należałoby podać w obwarzanku na wzór prawdziwie krakowskiej maczanki!

Inne dyrektywy to:

wprowadzenie wina Sechloya z suski sechlońskiej zamiast klasycznego Choya

przygotowanie sushi na kaszy krakowskiej zamiast ryżu

przyrządzanie sashimi na karpiu zatorskim

zamiana edamame na fasolę jasiek

wprowadzenie farszu ruskiego do pierożków gyoza

glazurowanie gęsi owsianej zamiast kaczki po pekińsku

zamiana kminu rzymskiego na polski kminek

ściągnięcie ze stołu sosu sojowego na rzecz maggi

kielecki mayo zamiast sriracha mayo

jabłko lassi zamiast egzotycznego mango

gotowanie paneer z oscypka

Prawdziwą pomocą dla Urzędu okazał się znany krakowski kucharz – Bartłomiej P. To on jako pierwszy wprowadził w swojej restauracji zupę ramen, gotowaną z użyciem kapusty charsznickiej, sushi sechlońskiej i słoniny. Często sobie myślę, że ramen, to nic innego jak nasz polski rosół – dlaczego więc nie możemy ugotować czegoś wyjątkowego, co jest zarazem polskie i japońskie? To jest podejście wizjonerskie, prawdziwy krok w przód – w stronę kuchni przemyślanej i lokalnej! Dodaje, że na co dzień prowadzi ramenowe warsztaty, a już chodzą mu po głowie kolejne – z robienia bułeczek bao w śląskich pampuchach.

Zamiast lamentować nad rozlanym ramenem, cieszmy się, ze fantazja nie poniosła urzędników jeszcze dalej. Spróbujcie sobie chociażby wyobrazić pizzę z Nolio z pomidorem krzeszowickim zamiast San Marzano.

W tym artykule: