Cyrulik Śląski – prawdziwy sztos na Tysiącleciu!

Przyznajemy – kilka razy słyszeliśmy o tym miejscu. Nigdy jednak nie zapuściliśmy się na Osiedle Tysiąclecia w Katowicach, żeby Cyrulika Śląskiego odwiedzić. To był duży błąd, bo to miejsce to jest taka petarda, że szok! Musicie spróbować ich rewelacyjnych potraw.

Najpierw był fryzjer. Po pewnym czasie jednak salon przeniósł się do budynku obok. Przestrzeń została pusta. Właściciele postanowili więc zorganizować w niej kawiarnię. Aktualnie więc wizyta u fryzjera może płynnie przejść w lunch, a potem kawę z przyjaciółmi – Cyrulik Śląski jako kawiarnia działa od czerwca ubiegłego roku.

Miejsce jest trochę na uboczu i podejrzewamy, że właśnie lokalizacja sprawia, iż w Cyruliku można znaleźć wolny stolik. Bo przy takim jedzeniu i takich cenach, tam powinno roić się od śląskich foodiesów. Ale może to i dobrze, że ich nie ma. Są za to rodziny z dziećmi, które wpadają na obiad, okoliczne staruszki spotykające się na kawę po mszy czy plotkujące nastolatki.

Ciasta na barze aż się proszą, żeby je zjeść

Ciasta na barze aż się proszą, żeby je zjeść

Wnętrze idealne na długie posiaduchy z przyjaciółmi

Wnętrze idealne na długie posiaduchy z przyjaciółmi

Rozumiemy doskonale, czemu tu przychodzą. Cyrulik nie jest duży, ale został urządzony tak, że czujemy się tu przytulnie jak w domu. A jedzenie też smakuje jak u mamy, mimo, że inspiracją jest kuchnia niemiecka czy austriacka. My odwiedziliśmy lokal w porze lunchu – codziennie w menu pojawia się nowa propozycja dwudaniowego zestawu. Za całość zapłacicie 20 zł, każde danie można też kupić osobno. Porcje są tu solidne, lunchem porządnie się najecie.

Zjedliśmy krem z oberiby (7 zł), czyli kalarepy. Idealna konsystencja i intensywny kalarepowy smak, super! Smak podbijały kawałki wędzonego sera, który przyjemnie się ciągnął. Ponieważ czwartek jest w Cyruliku dniem kuchennych eksperymentów, trafiliśmy na makaron z łososiem teriyaki (15 zł). Szerokie nudle rodem z Niemiec dzięki rowkom równomiernie pokryły się słodko-kwaśnym, lekko pikantnym sosem. Do tego trochę orzeszków ziemnych i całe mnóstwo kolendry dla podkręcenia wrażeń. Smacznie i orzeźwiająco.

Krem z oberiby - pyszka!

Krem z oberiby – pyszka!

Makaron z łososiem teriyaki je się oczami

Makaron z łososiem teriyaki je się oczami

Nie mogliśmy nie spróbować propozycji ze stałej karty. W menu jest tradycyjny żur (9 zł) i – nasza nowa miłość – spätzle (17 zł). Kluseczki dostępne są w wersji z boczkiem i sosem serowym lub z sezonowymi warzywami. Te z boczkiem to jest po prostu niebo w gębie. Kremowy sos z mascarpone i grana padano z plasterkami boczku smakują jak sen łasucha. Są aksamitne, rozpływają się w ustach, a poziom umami rośnie piorunująco w trakcie jedzenia.

W stałej karcie nie znajdziecie rolady z kluskami, ale czasami pojawia się jako lunch, warto więc na nią polować. Do Cyrulika można też wpaść na śniadania, serwowane przez cały dzień. Zjecie tu jajecznicę czy frankfuterki, możecie też przegryźć sznitkę, czyli małą kanapeczkę z dodatkami. Do jedzenia zamówcie lemoniadę. Mandarynkowa z tymiankiem zrobiła nam dzień. Nie za słodka, kwaskowa i zimna postawiła nas na nogi w straszny upał.

No to jest petarda!

No to jest petarda!

Tort agrestowy też daje radę

Tort agrestowy też daje radę

Kuchnia Cyrulika bazuje na świeżych, sezonowych produktach od lokalnych dostawców. Owoce i warzywa od przyjaciół czy wędzony ser z pobliskiego bazarku są podstawą do tworzenia dań.

Kiedy wydaje Wam się, że już nic nie zmieścicie, Wasz wzrok pada na bar. A tam pysznią się ciasta, torty i wytrawne tarty (5-13 zł). Wszystkie pieczone na miejscu. Skusiliśmy się na tort agrestowy, który mimo imponującego wyglądu pochłonęliśmy w kilka minut. Miał zadziwiająco lekki biszkopt, a krem okazał się bitą śmietaną. I ten agrest!

Ciasto kruche jak u babci

Ciasto kruche jak u babci

I kawa z dużą ilością bitej śmietany

I kawa z dużą ilością bitej śmietany

Pyszne było też ciasto kruche z owocami i posypką, tutaj zapachniało nam kuchnią babci. W lokalu wypijecie też dobrą kawę. Polecamy spróbować wersji, która może zastąpić deser – to wzorowana na wiedeńskich, kawa z amaretto lub koniakiem i potężną górką bitej śmietany (10 zł). Dodajmy, że bita śmietana nie pochodzi ze sprayu, ale jest ubijana na miejscu.

To, co szczególnie doceniamy i na co większość lokali nie zwraca uwagi to naczynia. Każde danie podawane jest w pięknym talerzu, herbatę pijemy w porcelanowych filiżankach z niebieskim wzorem, a piwo w porcelanowych kuflach (odkupionych po znajomości od starszej pani z osiedla ;) ). Do tego kawę z bitą śmietaną i amaretto, czyli jeden ze specjałów lokalu wypijecie w specjalnie do tego przeznaczonym naczynku rozszerzanym u góry.

Cyrulik Śląski jest miejscem dopracowanym w każdym szczególe. Bardzo nam się tam podoba i nie ma opcji, żebyśmy nie wrócili. I to szybko, bo jak tylko dowiedzą się o tej miejscówce lokalni hipsterzy…

Cyrulik Śląski, ul. Bolesława Chrobrego 38, Katowice