Najlepsza MIEJSCÓWKA! Kanapki i kraftowe piwo w krainie Nadwiślandii

Poznaliśmy ich, bo poszła fama, że mają najlepsze kanapki po tej stronie miasta. Staliśmy się stałymi klientami, bo zawsze jest tak samo dobrze. Zaczęliśmy bywać częściej, bo do oferty dołączyli lane kraftowe piwa. Na koniec namówili nas do spróbowania jazdy na deskach. Dzisiaj trochę o szczerej miłości do prostego miejsca i nadwiślańskiej dzielnicy – Miejscówka!

Knajpiane życie w Krakowie, toczy się tylko wokół Rynku i Placu Nowego – ile razy słyszeliście to zdanie? No i tak się składa, że ono nie wzięło się znikąd. Specyfika naszego miasta jest taka, że przyjeżdża do nas wielu turystów. Turyści wiadomo – pójdą tam gdzie najbliżej, zmuszeni są zjeść jakieś dramatyczne rzeczy w imię tego, że pewnie i tak nie wrócą.

W takich pięknych podgórskich okolicznościach zabawia swoich gości Miejscówka!

W takich pięknych podgórskich okolicznościach zabawia swoich gości Miejscówka!

Knajpy pod turystów, to knajpy które wydają się traktować gościa jak zło konieczne, a jednak to dzięki nim żyją – dramat jak w kopciuszku. I tak właściwie ten łatwy piniondz spowodował, że właśnie w enklawach turystycznych piekieł otwierało się u nas najwięcej nowych lokali – tych dobrych i tych złych. Życie na dzielniach płynęło swoim tempem. Ten przydługi wstęp miał na celu pokazać Wam jak było, a my zaraz napiszemy jak jest teraz. Przynajmniej na Starym Podgórzu, gdzie od roku nasz ulubiony pub nadaje rytmu życiu dzielnicy.

Grzesiek Pietrzkiewicz i Marcin Prowalski wpadli na pomysł otworzenia swojego lokalu, kiedy razem pracowali w Holandii. Jeździliśmy po Europie i widzieliśmy wiele interesujących miejsc, miejsc w których liczyła się zajawka i pasja – to nas zainspirowało. Zajawka szła w parze z dobrym produktem, sztos jedzeniem, zazwyczaj z kawą speciality. Dodatkowo te przybytki dbały o lokalne społeczności – wspierały kluby rowerowe i tym podobne. Kiedy to zobaczyliśmy, przesiedzieliśmy bite 3 godziny obserwując jak toczy się życie jednego z takich miejsc. Wtedy zakiełkował nam w głowie pomysł, żeby w taki sposób pokazać naszą zajawkę z deskami! – Zdradził nam Marcin.

Historii chłopaków słuchaliśmy z zapałem - w końcu to piękna opowieść o pasji i zaangażowaniu, pisana przez ludzi w wieku naszych czytelników!

Historii chłopaków słuchaliśmy z zapałem – w końcu to piękna opowieść o pasji i zaangażowaniu, pisana przez ludzi w wieku naszych czytelników!

Niektóre historie ciężko przywołać z pamięci - Grzesiek sobie jednak poradził i zdradził nam kilka smaczków

Niektóre historie ciężko przywołać z pamięci – Grzesiek sobie jednak poradził i zdradził nam kilka smaczków

My sami początkowo nie łyknęliśmy całej zajawkowej fabuły. Miejsca dedykowane sportom ekstremalnym mają to do siebie, że nie są przyjazne dla przypadkowych klientów. Zazwyczaj nastawione są na gorące uściski z krewnymi i znajomymi królika, do których jako rowerzyści miejscy/narciarze/spacerujący turyści jest nam dalej niż z Rynku na Starówkę. To miał być lokal tematyczny, ale nie robiliśmy tego stricte dla ludzi, którzy interesują się tym samym co my – nigdy nie chcieliśmy się zamykać na innych. Po półtorej roku środowisko deskorolkowo-snowboardowe to jest może 10% naszych gości. Cieszy nas, że wpadają na swoje spotkania do nas, ale tak samo cieszą nas mieszkańcy dzielnicy, którzy wpadają na piwko i kanapkę – mówi Grzesiek.

Miejscówka łączy wiele klimatów - na imprezach mieszają się fani sportów ekstremalnych z mieszkańcami Podgórza i turystami, którzy chcą popodziwiać cudowne widoki

Miejscówka łączy wiele klimatów – na imprezach mieszają się fani sportów ekstremalnych z mieszkańcami Podgórza i turystami, którzy chcą popodziwiać cudowne widoki

W czas kiedy nasza redakcja Miejscówki nie znała, przytruchtał do nas (a tak serio, to napisał na messenger) kolega z bloga o street foodzie i rzekł, że do Miejscówki trzeba zajrzeć i koniec, bo dają takie kanapki, że hej, a że Meat & Go było wtedy zamknięte, no to wyboru innego praktycznie nie mieliśmy, jak tylko iść i jeść. I faktycznie, na te kanapki chadza już pół dzielnicy, a do tego przynajmniej połowa naszych znajomych. I drodzy państwo, to nie jest nic specjalnego – te bułki nie mają dwóch metrów i 500g mięsa na centymetr kwadratowy. Nie mają też kwatryliona sosów i chutneyów i relishów – one są po prostu dobre. Zgadza się w nich produkt, zgadza się cena i nad wszystko zgadza się smak.

Opcja Kubańska - no chyba nie muszę mówić, że food porn?

Opcja Kubańska – no chyba nie muszę mówić, że food porn?

Karolina: prywatnie moja ulubiona (ale cśśś, bo wszyscy wolą Kubańską!) czyli totalnie klasyczne BLT - bekon, sałata, avo i KIELECKI!

Karolina: prywatnie moja ulubiona (ale cśśś, bo wszyscy wolą Kubańską!) czyli totalnie klasyczne BLT – bekon, sałata, avo i KIELECKI!

Kanapki to jest kwestia testów, które robiliśmy bardzo długo. Chodziło to, żeby robić coś samemu, a nie kupować półprodukty – karczek z kubańskiej to sentyment za świątecznym pieczystym, który robiła moja mama na święta. Dlaczego nie władować tego do kanapki? Cheesesteak sprzedał mi kolega ze stanów, gdzie jest to jedna z podstawowych kanapek – można ją zjeść na co drugim rogu ulicy. Kiełbaski z bangera to tęsknota na grillem, który odpalaliśmy całą rodziną. 

Cheesesteak to prawdziwa tłusta uczta. Na tę idealną do piwa kanapkę składa się mierzwiona polędwica wołowa, tona sera żółtego i karmelizowana cebula z pieczarkami i papryką

Cheesesteak to prawdziwa tłusta uczta. Na tę idealną do piwa kanapkę składa się mierzwiona polędwica wołowa, tona sera żółtego i karmelizowana cebula z pieczarkami i papryką

Mięso bierzemy z małej masarni z mojego miasta, która nam ogarnia wszystko czego potrzebujemy, a składniki kanapek przygotowujemy dopiero po zamówieniu – każdy plasterek pomidora jest świeżo krojony zaraz przed wyserwowaniem. Dlatego też nie chcemy dokładać kolejnych kanapek z nowych produktów. BLT jest dość taktyczną kanapką, długo pracowaliśmy nad idealnym balansem smaków. W przyszłości chcemy wprowadzić Buffalo BLT, w której znajdzie się jeszcze kurczak. Jednak nie skupiamy się na zmianach w menu z jedzeniem – teraz odpaliliśmy wielokran, to przyciąga dużo nowych klientów i dla nich dotychczasowe smaki to totalna nowość, wolimy więc utrzymać dotychczasową jakość niż się rozdrabniać – rzucił Marcin, odpowiedzialny za szamę.

Jeden z trzech kumpli - Piotr Sosin, podczas otwarcia Miejscówki Trzech Kumpli czyli lokalu patronackiego browaru

Jeden z trzech kumpli – Piotr Sosin, podczas otwarcia Miejscówki Trzech Kumpli czyli lokalu patronackiego browaru

No właśnie, wielokran! Wierszówka się kończy, a my nie napisaliśmy o najważniejszym. Cały ten tekst powstał dlatego, że Miejscówka połączyła siły z tarnowskim Browarem Trzech Kumpli. Kooperacja zmaterializowała się w postaci 12 kranów ze świeżym piwem rzemieślniczym, na których można znaleźć wszystkie podstawowe style oraz kilka rotujących nowości. Miejsca do posiedzenia jest sporo, piwo można sobie spokojnie pić na małe szklanki. W lokalu specjalnie znalazły się kanapy i leżaki – żeby każdy mógł przyjść i pochillować. Nie ma za wielu krzeseł, które mówią „wypij szybko i spadaj, bo czekają kolejni klienci”. To zupełnie nie taki klimat.

Chłopaki mają mnóstwo pomysłów, które mają zamiar powoli wcielać w życie. Stawiają na zrównoważony rozwój i czekają z nowymi ideami, realizując jedną po drugiej. Interesują się piwem, interesują się kulinariami, rozwijają swoją ofertę i stawiają na mieszkańców, którzy będą do nich wracać dlatego, że zawsze trzymają poziom.

Miejscówka

Ul. Józefińska 4

fb: https://www.facebook.com/miejscowka.eu/

Za zdjęcia ślemy podziękowania do Marcina Kałuży.

W tym artykule: