Meat & Go w Tytano – wielki powrót w pięknym stylu

Meat & Go to było takie prawdziwie chimeryczne miejsce. Czasem byli otwarci, chociaż często nie. Gdzieś tam istnieli w świadomości, ale bez zbędnego hajpu. Kto miał o nich wiedzieć, ten wiedział. Wiele osób natknęło się na ten mini lokal w okrąglaku przypadkiem. O ich prawdziwej popularności świadczy jednak ogromny lament po zamknięciu i gorączkowe oczekiwanie na ujawnienie nowej lokalizacji.

Oczywiście tajemnicą poliszynela było, że Meat & Go mają zamiar otworzyć się w Tytano. Niczego jednak nie mogliśmy być pewni, bo to otwarcie przeciągało się w nieskończoność. Przynajmniej tak twierdzą zagorzali fani ich kanapek.

dsc00013-kopia

Wnętrza zdecydowaliśmy się jednak nie pokazywać, bo to jedzenie jest prawdziwą gwiazdą w Meat & Go /zdj. Marcin Kałuża

Cóż powiedzieć? Potrzymamy Was jeszcze chwilkę w niepewności – najpierw będzie o wnętrzu. Zaprojektował je najbardziej brany krakowski architekt wnętrz – Piotr Paradowski. Zimne mury postindustrialnych lokali w jego pracach, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniają się w gościnne i modne przestrzenie. Jest współautorem sukcesów kilku z najgorętszych adresów w naszym mieście – Karakteru, Lastriko, Zenitu i w końcu także Meat & Go. Tutaj postanowił ustawić nie jeden, a cały rząd common tables, które tworzą uporządkowany szereg. Na zasadzie przeciwwagi działa sufit i zwisające z niego okrągłe lampy o różnych rozmiarach. Jest pięknie!

dsc00060-kopia

To żebro z boczkiem jest tak dobre, że bez wahania wybralibyśmy je na ostatni posiłek w życiu /zdj. Marcin Kałuża

Pewnie nie zdołamy zaskoczyć Was informacją, że jednak to jedzenie jest najmocniejszą stroną w tej street foodowej miejscówki. Tam wszystko kręci się w okół mięsa – to widać i czuć. Właściciele – Jacek i Agnieszka Słowik, zaczynają od peklowania mięsa już kilka dni przed tym, jak trafi ono do naszych brzuchów. Są opcje długo pieczone, wędzone i właściwie wszystkie, które dobrze smakują. Uwielbiamy ich oszukanego Reubena (oszukanego, bo wołowina w kanapce to nie do końca pastrami, chociaż dorównuje smakiem temu oryginalnemu), delikatne Lampredotto rozpływa się w ustach, nie inaczej jest również z ozorkiem czy Porchettą. Nie wierzymy w to, co napiszemy za chwilę, ale tym razem mają coś nawet lepszego od kanapek. Są to mięsa – na pierwszy ogień wrzućcie chociażby boskie żebro z boczkiem. Już nigdy nie będziecie chcieli jeść żeberek nigdzie indziej.

dsc00062-kopia

Wegetarianie testowali w kanapkach kapustę oraz sosy i patrzcie jacy są szczęśliwi! /zdj. Marcin Kałuża

Na deser zostawiliśmy sobie dodatki – domowe pikle węgierskie można by wrzucać w siebie garściami. Podkiszany coleslaw do Reubena to prawdziwa petarda, a już za nim ustawia się cała reszta tego, co zostaje zrobione na kuchni w Meat & Go – domowe pesto, buraczki i wiele innych, które jeszcze mają nadejść. Do szczęścia brakuje tylko lampki wina, a te zostały wybrane przez Kubę Janickiego w nieoczekiwanej kooperatywie z Mikołajem Makłowiczem.

dsc00010-kopia

Nie zapomnijcie spróbować węgierskich kiszonek /zdj. Marcin Kałuża

To nie mogło się nie udać!

Meat & Go

Tytano (na przeciwko Weżże Krafta)

https://www.facebook.com/meatandgokrakow/

dsc00005-kopia

Porchetta delikatna jak masło! /zdj. Marcin Kałuża

dsc00053-kopia

Na degustacji wszyscy chcieli zjeść wszystko. Bo chcą i mogą, jeżeli oczywiście zdążą /zdj. Marcin Kałuża