Augusta – komfortowo i widokiem

Krakowskie barki zazwyczaj kojarzą nam się z pułapkami na turystów. Właściwie tak jest, jednak z dwoma wyjątkami. Do tego te wyjątki zadokowane są po sąsiedzku! Dzisiejszy tekst właśnie o jednym z tych miejsc, bo przyglądnęliśmy się bliżej (bardzo blisko!) menu barki Augusta, które okazało się komfortowe, proste i pyszne!

Barka Augusta znalazła swój port przy naszym Bulwarze Kurlandzkim, zaraz przy kładce Bernatka. Jest to dwu poziomowa restauracja, z oranżerią na dole, barem na pierwszym piętrze oraz letnim tarasem zaraz obok baru. We wnętrzu panuje ratan i zieleń modnych roślin doniczkowych, co całkiem udanie przenosi nas w wakacyjny klimat, nawet jeżeli za szybą panuje jesień. Lekkie zgrzyty w postaci telewizorów i nazbyt zapadających się foteli, nie robią nam raczej różnicy, ponieważ atmosfera jest nad wyraz spokojna i odprężająca, a obsługa wyszkolona i niesamowicie miła.

Augusta to restauracja przeważnie bijąca w stronę włoskich tradycji, pozostawiając sobie jednak miejsce na kilka modnych i sezonowych potraw. Udaje się im jednak utrzymać to, co we włoskiej kuchni najważniejsze i najlepsze – komfortowe smaki.

img_1859-kopia

Zachwycająca, wyglądająca jak wieniec sałata z gęsiną i pigwą – gęsina w menu pojawia się częstokroć, zawsze jednak w innej odsłonie!

Jeżeli macie już dosyć jednostronnych menu i lubicie pobuszować w karcie dającej Wam duży wybór, Augusta będzie dla Was świetną odskocznią od obecnie panujących trendów. Karta ułożona przez szefa Jacka Krzyżostanka, który od lat zajmuje się głównie kuchnią polską i włoską, dzieli się na 7 części. Do wyboru mamy przystawki (15-33zł), makarony (21-29zł), zupy (12-14zł), sałaty (22-28zł), pizze (9-27,5zł), dania główne (27-54zł) i desery (12-16zł). Doceniamy fakt, że mnogość dań jest ułożona z podobnych składników użytych na różne sposoby, dzięki czemu czuć, że wszystkie składowe w podanych potrawach są maksymalnie wykorzystane, a z talerzy bije świeżością.

Siedząc w Auguście kilka godzin, chcieliśmy spróbować chociaż po jednej pozycji z każdej dostępnej strony, co jak zobaczycie na naszych zdjęciach się udało, chociaż nie było łatwo. Porcje są spore, a danie główne z przystawką raczej nie pozostawia miejsca na deser! Zachęcające są również ceny na barce, które w tej chwili plasują się troszkę poniżej krakowskiej średniej. Z resztą podobnie jak ciekawa karta win, w której każdy może znaleźć coś co lubi – od podstawowych włoskich butelek, po arcy ciekawe polskie wina. Właściciele restauracji słusznie zauważyli, że ciężko znać wszystkie butelki, i w karcie znajdziecie rozbudowane opisy każdej z nich.

Naszą degustację zaczęliśmy od przystawek i zup. Na pierwszy ogień poszły polecane przez kelnera rotondi czyli okrągły makaron, w tym przypadku nadziewany gęsią i kaszą gryczaną, podany w sosie kurkowym i owinięty aromatem dymu z jałowca. Świetna przystawka, której wielkością bliżej do dania głównego, wysoko postawiła poprzeczkę dla kolejnych dań. Chcieliśmy również zobaczyć jak się mają klasyki, dlatego kolejnym wyborem był ser kozi z burakiem i sosem gruszkowym. I jak to z klasyką bywa – nie zawiedliśmy się. Tak samo jak na zupie z pieczonego czosnku, którą bardzo fajnie balansowało poszetowe jajko i chipsy z bekonu.

img_1831-kopia

Rotondi zostało lekko odymione, aby podbić ziemiste smaki

img_1845-kopia

Prosta włoska przystawka, dla nas mogłaby spokojnie robić za danie główne

img_1815-kopia

Czasami lubimy celować w klasykę – pieczony ser kozi nie nudzi się nigdy

img_1811-kopia

Ta zupa z pieczone czosnku śni nam się po nocach

Kolejno na naszym stole wylądowały makarony. Postanowiliśmy sprawdzić jak się ma lasagne, która często przysparza restauratorom wielu problemów. Ta w Auguście jest przyjemna i nie zniszczona ilością beszamelu. Jedna z lepszych, jaką przyjdzie Wam zamówić w Krakowie. Jednak prawdziwym hitem całego obiadu był makaron z kaczką – suszone pomidory, groszek cukrowy i rozmaryn, zrobiły tej pełnej umami kaczce świetnie, a świeże papardelle złagodziło mocne smaki.

img_1880-kopia

Ulubione danie! Świeży makaron i ogromne kawałki kaczki

img_1882-kopia

Jeżeli jesteście miłośnikami lasagne, polecamy Wam wybrać się do Augusty

Mimo, że normalnie stronimy od zamawiania sałat, tym razem postanowiliśmy skusić się na chociaż jedną. Na bloczku wylądowała sałatka z wędzoną gęsią, figą i gorgonzolą. Mimo, że nie przepadamy za serwowaniem potraw na łupkach, ta pozycja przyniosła nam wiele radości. Ułożona na kształt dorodnego i kolorowego wianuszka, fajnie grała z owocowym sosem ze śliwek i pomarańczy. Takie danie powinno polecieć prosto na bożonarodzeniowy stół. Zamówiliśmy też pizzę, która okazała się być cieniutka i chrupiąca – zawsze zamawiamy margheritę, ale tutaj jednak góra szynki parmeńskiej i rukoli będzie spisywać się smaczniej.

img_1849-kopia

Wszystko pyszne!

img_1871-kopia

Pizza raczej w stylu rzymskim – świeża i smaczna

Strona dań głównych to miejsce, gdzie znajdziecie najwięcej modnych i sezonowych smaków. Trzeba jednak przyznać, że wszystko zostawia gościa w strefie komfortu, a szef kuchni nie traktuje nas jak królików doświadczalnych. I świetnie, bo dania główne są naprawdę smaczne i poprawne. W pamięci szczególnie zostały nam absolutnie delikatne polędwiczki wieprzowe, podane na pęczotto grzybowym. Spróbowaliśmy także kurczaka kukurydzianego na pieczonych warzywach korzeniowych, który był najsłabszą częścią całego obiadu (chociaż ciągle smaczną). Za namową obsługi postanowiliśmy jeszcze raz spróbować dania z gęsiną i w taki sposób na naszym stole wylądowała pieczona pierś z gęsi z sosem wiśniowym i puree z dyni.

img_1894-kopia

Bardzo jesienne danie główne – polędwiczki wieprzowe na kaszotto

img_1910-kopia

Kolejne danie pachnące jesienią – kurczak na pieczonych warzywach korzeniowych

img_1937-kopia

Pierś z gęsi to wybór szefa kuchni! W końcu to najlepszy czas na gęsinę

img_1942-kopia

Kolorowe dania zawsze takie ładne!

Na sam koniec, mimo że brzuchy już miały dosyć, my nie mogliśmy sobie odmówić deseru. Słodkości nie zawiodły – świetny sernik jak od najlepszej babci na świecie nie powinien was zawieść, chociaż tym, co skradło nasze serca był pieczony mus czekoladowy. Piękne zakończenie bardzo smacznego obiadu.

Oprócz przesadnego ukochania łupków i jednego suchego kurczaka, nie zawiedliśmy się na niczym. Wyszliśmy pozytywnie zaskoczeni, bo Augustę mało kto poleca. A polecać warto, bo smaki się tam zgadzają!

img_1921-kopia

O tym serniku słyszeliśmy już dawno

img_1917-kopia

I wcale się nie zawiedliśmy!

img_1933-kopia

Jednak to zapiekany mus czekoladowy okazał się być naszym faworytem

img_1931-kopia

Ten deser zasłużył na dwa ujęcia

img_1943-kopia

Smażone lody zostały nam podane na specjalne życzenie – były daniem z Restaurant Week

img_1954-kopia

Nie zawiodły

Augusta, Bulwar Kurlandzki

www

Facebook

 

 

W tym artykule: